Nic dwa razy się nie zdarza

Nic dwa razy się nie zdarza?

Wywiad z Anią (31 lat), która dwukrotnie przeszła zakażenie wirusem gorączki denga.

„Opolanka przywiozła groźną dengę z Malezji” – tak grzmiał tytuł jednej z opolskich gazet 3 lata temu. W artykule była opisana Twoja historia. Czy mogłabyś podzielić się z nami swoimi doświadczeniami związanymi z zachorowaniem na dengę?

W lutym 2014 roku byłam na wakacjach w Malezji, gdzie wraz z partnerem zwiedzaliśmy w zasadzie całą północną część Malezji plus w późniejszym czasie Borneo. Nie jestem pewna, w którym miejscu doszło do zakażenia dengą, jednak mam pewne przypuszczenia, że stało się to na wyspie Penang, która znajduje się bardzo blisko granicy z Tajlandią, gdzie komarów jest całe mnóstwo i ryzyko zakażenia jest stosunkowo duże. Komary przenoszące wirusa dengi często są tam aktywne w ciągu dnia, niekoniecznie wieczorem, jak się powszechnie sądzi. U mnie pierwsze objawy wystąpiły krótko po powrocie do Europy, czyli około półtora tygodnia od ukąszenia. Zaczęło się od objawów typowo grypowych, czyli bólów głowy, dreszczy, wysokiej gorączki, ogólnego osłabienia.

Czy od samego początku myślałaś, że to jakaś choroba tropikalna?

Nie, początkowo sądziłam, że objawy są związane z powrotem do kraju, gdzie wtedy była zima i panowały temperatury poniżej zera. Zrzucałam to na szok temperaturowy, przemęczenie po podróży. Ale objawy nie ustępowały, a wręcz nasilały się. Po 2 dniach poszłam do lekarza, który stwierdził, że prawdopodobnie mam rację i jest to szok temperaturowy, po czym przepisał mi ibuprofen na zbicie temperatury. Oczywiście to nie pomogło i ponownie poszłam do lekarza, który tym razem zlecił mi badania krwi. Okazało się, że miałam bardzo niski poziom leukocytów oraz bardzo podwyższony poziom enzymów wątrobowych, co jednoznacznie wskazywało, że faktycznie mieliśmy do czynienia z jakąś chorobą tropikalną, najprawdopodobniej dengą. Zostałam skierowana do szpitala na oddział zakaźny. W międzyczasie pojawiły się dodatkowe objawy: wysypka na całym ciele, bardzo silne bóle mięśni i stawów, które praktycznie uniemożliwiały mi chodzenie, i z tymi właśnie objawami zostałam przyjęta do szpitala. Był to 5. dzień po powrocie do Polski. Zostało przeprowadzonych wiele badań, próbki krwi wysłano do instytutu chorób zakaźnych w Gdyni. W szpitalu stosowano leczenie objawowe, bo tylko tak można leczyć dengę. Podawano mi kroplówki na wzmocnienie, leki przeciwgorączkowe i monitorowano, czy nie dochodzi do krwotoków wewnętrznych, które są jednym z późniejszych objawów dengi. W szpitalu byłam około tygodnia i w tym czasie wszystkie objawy ustąpiły. Po około 3 tygodniach przyszły wyniki z Gdyni, które potwierdziły, że była to denga.

Jest wiele chorób tropikalnych, część z nich możemy w pewnym stopniu kontrolować – szczepić się, dbać o higienę rąk, nie pić wody z nieznanego źródła. Jednak dużo gorzej jest z chorobami przenoszonymi przez owady, których kontrolowanie jest niebywale trudne. Według WHO gorączka denga jest dziś najszybciej rozprzestrzeniającą się chorobą przenoszoną przez komary. W skali roku notowanych jest około 400 milionów zakażeń. Czy po chorobie zmieniło się Twoje podejście do dalekich podróży?

Początkowo tak. Przestraszyłam się. Latem mieliśmy w planach kolejną podróż do Azji, jednak nie chciałam ryzykować. Z decyzją o następnej wyprawie wstrzymywałam się rok. Polecieliśmy do Peru, które jest zdecydowanie mniej groźnym miejscem, jeśli chodzi o dengę.

Nie jest to jednak koniec Twojej „historii z dengą”. W tym roku zachorowałaś po raz drugi.

Tak. W tym roku, czyli 3 lata później, ponownie poleciałam do Azji, tym razem do Tajlandii. Niestety ponownie wróciłam do kraju z dengą, historia się powtórzyła. Do ostatniej chwili, aż do otrzymania wyników z instytutu chorób zakaźnych, nie byłam pewna, czy na pewno doszło do zakażenia dengą. Objawy choroby były zdecydowanie łagodniejsze, nie występowały aż tak silne bóle mięśniowe, wysypka była dużo mniejsza. Okazało się, że choroba była spowodowana tym samym typem wirusa, prawdopodobnie z tego powodu przeszłam chorobę łagodniej.

Można powiedzieć, że miałaś sporo szczęścia. Czy nie jest tak, że w przypadku ponownego zarażeniem innym typem wirusa dengi (występują 4 serotypy tego wirusa), przebieg choroby może być zdecydowanie ostrzejszy, przechodząc w gorączkę krwotoczną?

Nie jest to do końca potwierdzone, a zdania na ten temat są podzielone. Niektóre źródła mówią, że to mit, inne natomiast potwierdzają zwiększone ryzyko ostrzejszego przebiegu choroby przy kolejnym zakażeniu. Nie jest to oczywiście wykluczone i jestem świadoma ryzyka, jakie niosą z sobą egzotyczne podróże.

A jaka była Twoja wiedza na temat samej dengi przed wyjazdem?

Przed pierwszym wyjazdem kompletnie żadna. Nie miałam pojęcia, że taka choroba istnieje. Wszędzie mówi się o malarii i w zależności od konkretnego regionu o jakichś innych chorobach tropikalnych. Wielu podróżnikom nazwa choroby obiła się jedynie o uszy.

Na początku 2016 zakończono badania nad szczepionką przeciwko dendze. Jak do tej pory została ona zarejestrowana w Meksyku, Brazylii, Salwadorze i w Paragwaju. W Polsce nie ma jeszcze możliwości zaszczepienia się, więc pozostaje nam jedynie profilaktyka. Podróżujecie często w odległe, egzotyczne miejsca, jak zatem wygląda wasze przygotowanie do wyjazdu, mowa tu o „zapleczu medycznym”.

Jesteśmy zaszczepieni na najczęściej występujące choroby, czyli żółtaczkę typu A, B, dur brzuszny, tężec, błonicę. Stosujemy również standardową profilaktykę antykomarową, czyli repelenty. Teraz, nauczona doświadczeniem, do spania wybieram tylko miejsca, które są wyposażone w moskitiery. Jeśli chodzi o repelenty, to ważne jest również to, żeby kupować je na miejscu, nie przywozić z sobą z Polski, ponieważ te miejscowe są najbardziej skuteczne.

Póki dla Europejczyków szczepionka Dengavaxia nie będzie dostępna, jedynym sposobem uchronienia się przed dengą pozostaje profilaktyka.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: dr inż. Małgorzata Kozłowska
EUROIMMUN POLSKA Sp. z o.o.
www.euroimmun.pl

Nie znalazłeś odpowiedzi na nurtujące Cię pytanie? Prześlij je nam, a odpowiedź wkrótce ukaże się na blogu: blog@euroimmun.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *