Doktor Marcin Czarnecki - Malaria Północy i inne mity na temat boreliozy Wywiad z Doktorem Marcinem Czarneckim

Malaria Północy i inne mity na temat boreliozy

Wywiad z Doktorem Marcinem Czarneckim – specjalistą chorób zakaźnych z Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby oraz Nabytych Niedoborów Odpornościowych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Istnieje wiele, często sprzecznych informacji na temat boreliozy. Czy mógłby Pan Doktor opowiedzieć o kontrowersjach wokół tej choroby, z jakimi zetknął się Pan w swojej pracy zawodowej?

Przeczytałem kiedyś opinię, że współczesna medycyna coraz częściej polega raczej na zarabianiu pieniędzy na lęku ludzi przed chorobą niż na rzeczywistym niesieniu pacjentom pomocy. To stwierdzenie doskonale odnosi się do boreliozy. Kontrowersje wokół tej choroby biorą się stąd, że media demonizują temat boreliozy, odwołując się do pseudowiedzy mającej niewiele wspólnego z naukową rzetelnością. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ wiedza, którą dysponujemy, po prostu nie jest tak sensacyjna, jak chciałyby tego media.

Czy mógłby Pan podać przykład takich nieprawdziwych opinii na temat boreliozy rozpowszechnianych przez media?

Mitem jest choćby twierdzenie, że borelioza to całkowicie nowe zagrożenie. Pierwszy opis zmian skórnych charakterystycznych dla późnej postaci skórnej boreliozy pochodzi właśnie z Wrocławia, z XIX wieku. Rumień wędrujący, a więc charakterystyczną wczesną skórną postać boreliozy, przedstawiono w europejskiej literaturze fachowej już w 1902 roku. O chorobie z Lyme zaczęto mówić w USA w latach 70. XX wieku i wreszcie w 1982 roku powiązano ją z odkrytym przez Willy’ego Burgdorfera krętkiem Borrelii. Trudno więc zgodzić się, że borelioza jest chorobą nową.

Kolejny mit rozpowszechniany przez media to określanie boreliozy mianem „malarii Północy”. Braku uzasadnienia dla tego stwierdzenia dowodzą statystyki: do tej pory odnotowano 3 zgony spowodowane zapaleniem serca wywołanym przez krętki Borrelii (w USA), natomiast tylko w roku 2015 z powodu malarii zmarło 480 tysięcy osób. Porównywanie tych dwóch schorzeń jest więc co najmniej nieuzasadnione.

Skoro mowa o statystykach – proszę powiedzieć, jak wygląda ryzyko zachorowania na boreliozę po ukłuciu przez kleszcza.

Ryzyko przeniesienia bakterii z zakażonego kleszcza na człowieka wynosi od 2 do 17% – większość autorów skłania się do 4%, czyli na 100 osób ukąszonych przez kleszcza na boreliozę zachorują nie więcej niż 4. Ryzyko nie jest zatem wysokie. Jeżeli kleszcz zostanie usunięty w ciągu 24 godzin od wkłucia – jest bliskie zeru. Mimo to powszechnie panuje przekonanie, że niezwłocznie po ukłuciu przez kleszcza należy wdrożyć antybiotykoterapię. Jest to postępowanie pozbawione sensu – ryzyko szkód związanych z nieuzasadnioną tutaj antybiotykoterapią nie równoważy ewentualnych korzyści, które wynikałyby z jej wdrożenia. Leczenie antybiotykami należy stosować dopiero po postawieniu rozpoznania boreliozy. Ponadto należy podkreślić, że towarzystwa naukowe, także Polskie Towarzystwo Lekarzy Epidemiologów i Chorób Zakaźnych, w wytycznych dotyczących diagnostyki i leczenia boreliozy nie rekomendują wykonywania badań molekularnych kleszcza pod kątem obecności Borrelii. Wynik badania molekularnego (PCR) kleszcza nie może być podstawą do podjęcia decyzji dotyczących leczenia ukłutego przez niego pacjenta. Ujmując ten problem z przymrużeniem oka, osobie, która zgłosi się do lekarza bez jakichkolwiek objawów choroby, ale za to z pozytywnym wynikiem badania genetycznego kleszcza, można zalecić jedynie leczenie kleszcza.

Jak Pan Doktor sądzi, dlaczego borelioza budzi tak silne i skrajne emocje, widoczne w wielu wypowiedziach internautów? Dlaczego ludzie tak się jej boją?

Sądzę, że strach wynika ze sposobu mówienia o boreliozie. Kiedy w mediach pojawia się temat choroby z Lyme, najczęściej pokazywani są pacjenci ciężko chorzy, cierpiący, niejednokrotnie na wózku inwalidzkim. A przecież do takiego stanu zaawansowania choroby dochodzi niezwykle rzadko. Z niektórych przekazów medialnych wynika, że z reguły niewłaściwie rozpoznawana przez lekarzy choroba w nieuchronny sposób prowadzi do bardzo poważnych konsekwencji. Słuchając takich wypowiedzi, można też odnieść wrażenie, że borelioza jest w zasadzie chorobą nieuleczalną, co jest absolutnie nieprawdą. Budzi to w pacjentach lęk, który obrazuje nawet używane przez nich słownictwo: często słyszę, że ktoś został „pokąsany” przez kleszcze, a przecież te „bestie” nie mają zębów, a zatem nie kąsają.

Czy jakiś Pacjent szczególnie mocno utkwił Panu w pamięci?

Przede wszystkim muszę powiedzieć, że z niepokojem obserwuję zjawisko swego rodzaju „nadrozpoznawalności” boreliozy. Jeżeli u lekarza rodzinnego zjawia się pacjent na przykład z bólem stawów, to nierzadko pierwszym zlecanym mu badaniem jest test na boreliozę, po którym pacjent otrzymuje antybiotyki. To trochę tak jakby dolegliwości bólowe stawów były powodowane najczęściej, a w zasadzie nawet jedynie przez boreliozę, co oczywiście nie jest prawdą. Cokolwiek potem dzieje się z tym pacjentem, jest składane na karb boreliozy. Trzeba też zauważyć, że wiele osób jest uporczywie, przewlekle leczonych na boreliozę. Pamiętajmy, że negatywne skutki długotrwałej antybiotykoterapii niekiedy są bardzo poważne i szczególnie trudno to zaakceptować, jeżeli jest ona prowadzona bez racjonalnego uzasadnienia – chory na pewno nie odniesie korzyści z takiego postępowania. Wytyczne CDC (Centers for Disease Control and Prevention) mówią jasno: jeżeli po antybiotykoterapii objawy wracają, trzeba rozważyć inną niż borelioza diagnozę.

Stąd też często spotykam pacjentów leczonych z powodu boreliozy, podczas gdy ich dolegliwości są wynikiem innych chorób, czasem śmiertelnie niebezpiecznych. Jeden z pacjentów przez wiele miesięcy leczony był z powodu boreliozy, ponieważ odczuwał bóle mięśni, kości, stawów i przy tym utrzymywały się u niego dodatnie odczyny serologiczne. Okazało się, że miał on nadczynność przytarczyc, której powodem był gruczolak przytarczyc, widoczny zresztą w badaniu USG. Właściwe rozpoznanie postawiono niestety późno i pacjent miał już olbrzymie zaniki kośćca z wyraźnie widocznymi w badaniach RTG ubytkami, wręcz „dziurami w kościach”.

Inny przykład to młody mężczyzna, który gorączkował, skarżył się na osłabienie, bóle mięśni i kości, jak w grypie, oraz wzmożoną potliwość. Oczywiście także w jego przypadku diagnostykę dolegliwości rozpoczęto od badań serologicznych w kierunku boreliozy, niesłusznie uznając dodatni wynik za niezbity dowód zakażenia Borrelia. Nie była to jednak borelioza, lecz enterokokowe zapalenie wsierdzia. Doszło do całkowitego zniszczenia jednej z zastawek serca, a w śledzionie stwierdzono ropnie. U pacjenta w wieku 26 lat konieczne było wstawienie sztucznej zastawki oraz usunięcie śledziony.

Panie Doktorze, jak w takim razie postępować w sytuacji, gdy część objawów sugeruje boreliozę? Jak postawić pewną diagnozę?

Lekarz zawsze musi poskładać dostępne mu fakty, jak puzzle, w spójną i logiczną całość: wywiad chorobowy, dolegliwości zgłaszane przez chorego, wyniki badań serologicznych. Media często podnoszą fakt, że nie ma dobrych metod diagnozowania boreliozy. Nie jest to prawdą. Obowiązującym standardem są badania serologiczne. Należy je przeprowadzać w dwóch etapach: badania przesiewowe w celu wykrycia przeciwciał, a następnie potwierdzenie wątpliwych lub dodatnich wyników badania przesiewowego testem Westernblot. Oczywiście, jak wszystkie badania, mają one swoje ograniczenia, ale to bardzo dobre narzędzie, jeśli jest odpowiednio stosowane. Moc testów serologicznych polega też na tym, że wynik ujemny jednoznacznie wyklucza boreliozę – wbrew temu, co czasami mówią media.

Panie Doktorze, czy można zatem powiedzieć, że problem boreliozy w Polsce w ogóle nie istnieje i chorobą nie należy się przejmować?

Nie zgodzę się z tym. Przecież w 2014 roku w Polsce chorobę rozpoznano u 14 000 osób. Przecież do lekarzy zgłaszają się chorzy z rumieniem wędrującym bądź innymi postaciami schorzenia. Na pewno nie można zbagatelizować prawidłowo rozpoznanej choroby i nie podjąć leczenia. Chodzi o to, żeby terapia była przeprowadzona zgodnie z przyjętymi standardami, zarówno pod kątem doboru antybiotyku, jak i czasu jej trwania. I żeby nie wmawiać ludziom, że jedyną i najczęstszą przyczyną wszelkich możliwych dolegliwości jest nieuleczalna borelioza, bo nie jest to prawdą.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Małgorzata Klimczak-Filippowicz

EUROIMMUN POLSKA Sp. z o.o.
www.euroimmun.pl
www.euroimmundna.pl

Więcej informacji na: www.boreliozaonline.pl

Nie znalazłeś odpowiedzi na nurtujące Cię pytanie? Prześlij je nam, a odpowiedź wkrótce ukaże się na blogu: blog@euroimmun.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *